piątek, 9 maja 2014

Hello England ! Hello London!

Jak dobrze wiadomo Anglia to nie Szkocja. To zupełnie różne kultury. Pokusiłam bym się nawet stwierdzeniem, że Szkoci podobni są trochę do polaków. Może dużo bardziej uśmiechnięci i publicznie pokazujący, że kochają dzieci. Nieważne, czy stary, czy młody są ochy i achy {przeważnie}.  Jednak dzisiejszy post nie o tym, będzie o naszych krótkich wakacjach w Anglii, a dokładnie o naszej wizycie w Huntington, Cambridge i London.


Zacznę od końca naszej podróży, czyli od Londynu.


LONDYN
 Niewątpliwą zaletą Londynu jest to, że większość muzeum na stałe ekspozycje, ma wejście za darmo i wiele z niech usytuowanych jest w jednym miejscu. Na zwiedzanie Londynu przeznaczyliśmy jeden dzień, więc niewiele zwiedziliśmy, nasze plany nie zgrały się z humorem naszego dziecka, więc wiele o muzeach nie będzie, bo spędziliśmy tam może z godzinę. Muzeum Nauki odradzam dla dzieci, które nie rozumieją, że do ciuchci nie można wejść, ale w piwnicach jest ponoć miejsce, gdzie dzieci mogą testować eksponaty, dotykać itp.


 Rodzice z dziećmi mogą liczyć na pomoc.

Miasto kompletnie nie przystosowane dla matek z dzieckiem, w metrach schody, schody i jeszcze raz schody. Żadnych podjazdów - po prostu jakaś masakra. Inwalidzi skazani są na autobusy, wprawdzie mniej zatłoczone , ale poruszające się tak, że równie dobrze można iść obok.
Ale dla matek z wózkami jest dobra wiadomość - na tłocznych stacjach zawsze znajdzie się ktoś uprzejmy i mimo pośpiechu pomoże. Uwaga, na ruchome schody w metrze, można wjeżdżać z wózkiem. Po Ilonie widziałam, że pompowane koła w wózku to całkiem fajna sprawa na schody.   

Ogólnie mówi się o znieczulicy w dużych miastach, a tu niespodzianka, nie jest tak najgorzej.  

Sytuacja nr 1 - Mój mąż dziwnie powyginany, bo kurczowo trzymał wózek z dzieckiem na ruchomych schodach, a tu pewna czarnoskóra kobieta podchodzi i pyta, czy wszystko w porządku i czy potrzebuje pomocy.

Sytuacja nr 2 - hehehe wjechaliśmy windą na most, idziemy do jego końca, a tam niespodzianka ogromne schody w dół i windy brak. Ilona pomału śmiga ze swoim super wózkiem. My daleko za nią targamy z m. wózek z Kai-em w dwójkę, a tu podbiega zabiegany 40-50 latek i pyta czy mi pomóc, ja dziękuję a on śmiga pomóc Ilonie.

Kobiety ciężarne mogą poprosić w metrze o taką plakietkę. Koleżanka testuję i się sprawdza - ma miejsce siedzące, ale przeważnie ustępują kobiety.


 Londyn towarzysko.

Niewątpliwie najbardziej ekscytujące dla Kai-a było spotkanie z Iloną i jej synkiem Szymkiem z bloga Szymek Rules. Spotkanie było udane, co tu opowiadać gadałyśmy jakbyśmy się znały od lat {poniekąd wirtualnie tak się znamy ;-)}. Chłopaki się wybiegały, mamy pogadały, a mój m. wynudził, ale był nie oceniony w trzymaniu oka na chłopaków.
Wszystkich towarzyskich punktów niestety nie udało się zrealizować, ale wszystko jeszcze przed nami {następy razem}.


CAMBRIDGE
Piękne miasto, czuję się w nim jak u siebie, dużo rowerów, zakochałam się w nim już przy pierwszej wizycie dwa lata temu, prawie jak w Holandii. Miasto studentów i rowerzystów. Robi ogromne wrażenie.

Od razu gdy do niego przyjechaliśmy, powędrowaliśmy do Muzeum Historii Naturalnej. Jest niewielkie, ale bardzo przyjazne dla dzieci. Gdy podchodzimy do wejścia witają nas ogromne schody,ale pod nimi jest winda dla wózków i inwalidów. Można by się czepiać schodków miedzy miejscami zwiedzania, ale jak na tak stary budynek to jest nieźle. Są książki dla dzieci, stołeczki dla niskich ludzi lub dzieci, żeby mogły podstawić sobie pod gablotę. Może wsiąść parę kamieni do ręki. Widać, że muzeum organizuję spotkania dla dzieci.


Tym razem, miejscem gdzie spędziliśmy najwięcej czasu był park, nie był wyjątkowy, ale bardzo swojski, ludzie siedzieli na trawnikach, ktoś pił piwko, ktoś jadł lunch, a ktoś inny ćwiczył nie wiadomo co, a my graliśmy w piłkę.



HUNTINGTON
Całkiem przyjemne miasteczko, można poczuć się jak w Polsce - Baaardzo dużo polaków. Fajne miejsca do odpoczynku nad rzeką, a i dla dzieci atrakcje się znajdą. Godzina drogi autobusem do Cambridge. Tu spędziliśmy parę dni, pogoda nam się udała był to czas przede wszystkim dla rodziny.



Joanna
SHARE:

4 komentarze

  1. Jeden dzień na Londyn to naprawdę za mało... ja tu ponad pół roku jestem i jeszcze go nie zwiedziłam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem. Tu jest mnóstwo rzeczy, które chciałabym zobaczyć, ale jeden dzień to taka moja granica wytrzymałości w tłocznym mieście ;-)

      Usuń
  2. Świetna relacja; podoba mi sie ten diabelski młyn, skad można podziwiać uroki miasta i to, że kobiety np.ciężarne mogą sobie przypiąć plakietke i każdy wie o co chodzi. Na przykład w Warszawie, kobieta musi być w widocznej ciąży,żeby ktoś ustapił, niestety, a taka plakietka rozwiązałaby sprawę.
    Widać ,że chłopaki dobrze się bawili:)
    pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z młyna nie skorzystaliśmy za duża kolejka i szkoda było nam czasu, ale ponoć warto.

      Usuń

© Nasza Przygoda DIY | kreatywny blog dla dzieci i rodziców. All rights reserved.
Blogger Templates by pipdig