piątek, 17 maja 2013

O podróży i prowiancie słów kilka.

 Przed nami była długa droga, więc musiałam zaopatrzyć nas w prowiant - wygodny w użyciu i smaczny. W naszym przypadku nie było problemu. Kanapki, woda i my gotowi. Z Kajem to była nasza pierwsza wyprawa, gdzie Kai prawie nie piję mleka w dzień, poza drzemkom. Zaopatrzyłam go w musy w saszetkach, jogurty sojowe, oczywiście kanapki, woda, soczki i zupę w saszetce. Pomysł z zupą nie trafiony (nigdy nie dostawał gotowej) - Kai lubi zupę mamy, albo taty. Zupę spróbowaliśmy,  jakby ją przyprawić to byłaby to bardzo dobra zupa, ale dziecku nie smakowała. Ów prowiant zapakowałam do torebki termicznej i w drogę.
Podstawowa zasada nie przejmować się,  że dziecko będzie brudne. Przecież to dziecko. Wtedy podróż będzie przyjemniejsza, a zawsze można mieć w pogotowiu ciuchy na zmianę.

  Hehe pamiętam jak nas mama szykowała w drogę ze Śląska na Pomorze do babci. Ta dopiero się stresowała jak się brudziliśmy. Jechało się całą noc. Zawsze przez Jarocin. Byliśmy tam późną nocą i przeważnie trafialiśmy na czas koncertów i zawsze oglądaliśmy tych kolorowych ludzi. Jak w zoo, jak dobrze pamiętam to tata nas nawet budził, żebyśmy popatrzeli. Oczywiście z roku na rok stawało się to mniej egzotyczne i samemu spotykało się i przyjaźniło z różnymi subkulturami.
Za dziecka podróż była przygodą, nie pamiętam jak niewygodne było spanie na walizkach i cuchnącymi papierosami przedziałami. Pamiętam natomiast wyprawę z tatą na grzyby jak miałam lat 5. Pamiętam co miałam na sobie, ludzi grających w karty z dylematem czy zapalić przy dziecku czy nie, polemikę taty, który też był (jest) palaczem. Dlatego uważam, że dziecko nie ogranicza nas, wręcz przeciwnie. Na pewno komfort podróży jest nieporównywalny z tym jaki ja miałam dostępny za dzieciaka. A dzieciom zostaną miłe wspomnienia, oczywiście jak o to zadbamy, a zmęczenie pójdzie w niepamięć.
A może Wy, macie jakieś sprawdzone sposoby na podróżowanie z dzieckiem?
 Joanna
SHARE:

9 komentarzy

  1. Poza prowiantem u nas podstawa jest 2-3 ksiazeczki i jakis przytulak, no i cos co robi hałas... masa rzeczy do zabrania za każdym razem ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze byliśmy minimalistyczni. A Dla Kaia jakaś grająca zabawka, moj telefon. Nawet mój telefon go nie interesował, za dużo wokół się działo, a u dziadków zawsze coś się znajdzie :) pakowanie też poszło nam sprawnie walizeczka i torba Kaia. Jak czegoś braknie to można kupić- nigdy nie brakło.

      Usuń
  2. Mnie napawa lękiem podróżowanie z dzieckiem.. Nie dalej niż 2.5h autem (no dobra, 4h autem też są do przeżycia) ale byleby nie dalej :P Bo panikuję :P Poczekam aż on będzie rozumny bardziej i wtedy będziemy podróżować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama też bym się nie odważyła. Np lotniska bardzo mnie stresują, sam lot już mniej. Niewiele razy jeszcze latałam.

      Usuń
  3. Parę godzin to i na jogurcie, przekąskach, owocach się da ;) Ale z reguły staramy się nasze podróże dostosowywać czasowo tak, żeby i na obiad znaleźć porę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U Nas nie ma takiej szansy. Czasowo uzależnieni od transportu publicznego. Jak wracaliśmy z polski to mama zadbała o nasz prowiant. Były i kotlety, ale na taki obiad nie mamy czasu i jeszcze kasy. Zawsze można coś przygotować, ale z czasem musimy nabrać doświadczenia. :)

      Usuń
  4. u nas podróż zawsze wygląda inaczej :D Zależy od humoru... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wkońcu każda podróż jest inna. My pobiliśmy rekord w pokowaniu. Zmiescilismy się w dwóch małych bagażach podręcznych. Rodzinę trzeba zobaczyć, a do zamożnych nie należymy - jeszcze ;)

      Usuń
  5. U nas na razie podróżowanie to trzymanie kciuków coby zdążyć na zielonym świetle inaczej poznajemy możliwości wokalne młodego ;)

    OdpowiedzUsuń

© Nasza Przygoda DIY | kreatywny blog dla dzieci i rodziców. All rights reserved.
Blogger Templates by pipdig